ABAREN SIMARIS

Abaren Simaris – o autorze

Abaren Simaris

W tym miejscu zamieszczam kilka słów o sobie. Nie wiem, czy mam się czym pochwalić, lecz chciałbym przedstawić parę faktów na swój temat. Może Cię zanudzę. Może się uśmiejesz. A może zacznę od początku...

Nazywam się Wojciech Zieliński, ale na tej stronie publikuję jako Abaren Simaris. Tak, to pseudonim literacki. Tak, jest nietypowy. Wyróżnia się i z pewnością brzmi nieco dziwnie. Ale mnie się podoba.

A poza tym spróbuj wpisać moje nazwisko w Google. Wyskoczy aktor, kompozytor, komentator sportowy i paru innych. Całkiem spora banda. Trudno byłoby się jakoś wyróżnić w tej grupie, prawda? Dlatego pozostanę przy swoim pseudonimie.

Kilka słów o mnie

Urodziłem się 4 lutego 1978 roku w Poznaniu. Jestem więc poznaniakiem z krwi i kości. Niektórzy nawet mówią, że również z duszy (ale o tym przy innej okazji). Być może dlatego nigdy się z tego miasta nie wyprowadziłem.

Płeć? Mężczyzna – zadeklarowany i niezamierzający kombinować w żaden sposób przy swojej płciowości. Wiem, że to obecnie popularny trend, ale ja zostanę przy swoim.

Wykształcenie? Może nic genialnego, ale całkiem nieźle się bawiłem w młodzieńczych latach. W efekcie jestem więc absolwentem Wydziału Prawa i Administracji na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Wielu ludzi uważa, że to elitarny kierunek, ale dla mnie prawo nigdy nie stanowiło jakiegoś specjalnego wyróżnika. Studia wspominam jako stosunkowo nieskomplikowany etap swojego życia.

Zawód wykonywany? To już kwestia bardziej złożona i chyba nie bardzo wiem, jak powinienem się na dzień dzisiejszy określić. Uprzedzam pytania: nie, nie jestem prawnikiem. Choć byłby to całkiem przyjemny zawód, wybrałem zupełnie inny kierunek. Nie pamiętam, kiedy znalazłem się na tej pokręconej ścieżce. Być może – nieświadomie – zawsze nią kroczyłem, a prawo było tylko przydrożnym parkingiem. Trzeba było załatwić niezbędne potrzeby i... ruszyć dalej przed siebie.

Obecnie zajmuję się kilkoma rzeczami. Są to dziedziny dość luźno ze sobą powiązane, za to żadna nie łączy mnie z przyprawiającym o ciarki na grzbiecie pojęciem etat. Lubię opowiadać znajomym, że jestem bezrobotny, ale to nie jest prawda.

Wręcz przeciwnie. Pracuję od rana do późnego swym mrokiem wieczoru. Czasami nawet w nocy zdarzy mi się wykonać tę czy inną ekscytującą czynność, ale o tym też na razie nie będę się rozpisywał.

Chyba najlepiej pasujące do mnie określenie to freelancer. Problem w tym, że większość zleceń przyjmuję od samego siebie... No właśnie. Wspominałem, że to skomplikowane?

Skoro jesteś na tej stronie, to wiesz, że zajmuję się też tworzeniem. Przyznaję jednak, że część moich utworów śpi jeszcze w szufladzie, a ja czasami tylko wyciągam je, by połaskotać piórem. Chichrają się wówczas, lecz cały czas nie dają się ukończyć. Jestem więc cierpliwy. Jak i wszyscy, którzy czekają na moje teksty.

Moje pasje? Pierwsza i najważniejsza to żona. Słodka, miła i piekielnie inteligentna. I zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia. Kiedyś może napiszę na ten temat więcej, bo to ciekawa historia.

Drugą pasją jest prywatność. Choć lubię tworzyć i mam nadzieję, że moje teksty spodobają się wielu czytelnikom, nie chcę koncentrować niczyjej uwagi na mojej osobie. Nie jestem celebrytą. I nie mam zamiaru się nim stać. Jako artysta potencjalny pragnę, by oczy wszystkich były skierowane na moje utwory, a nie na mnie (stąd też pseudonim).

Do czego dążę? Tu cię zaskoczę. Nie chodzi mi o sławę, bogactwo czy jakąkolwiek formę władzy. To są cholernie nudne sprawy. Od sławy boli głowa (a często też i dupa). Bogactwo korumpuje duszę, zamieniając ją w kloaczną ścierkę. Natomiast władza czyni z człowieka największego w świecie niewolnika (wiem, to paradoksalne).

Moim podstawowym dążeniem jest więc utrzymanie słodkiej w smaku równowagi. Ciało i umysł – a do nich coś jeszcze – oto nieziemska mikstura zapewniająca długie lata zadowolenia i szczęścia. Dotychczas całkiem nieźle mi się to udawało. I mam szczerą nadzieję, że dalej tak będzie.



Spodobało się? Podziel się z innymi: