ABAREN SIMARIS


Multi-ekstaza wyrwana z kontekstu

Multi-ekstaza wyrwana z kontekstu

Każdy dzień pojawia się, by ofiarować, co mi się słusznie należy. Krew, ból. Oświecenie, ostateczne odrzucenie przez ludzkość. Nowy rodzaj rozkoszy cielesno-duchowej odczuwany nie zmysłami, lecz samym rdzeniem mojej istoty. Jakoś tak od środka. W ten sposób zyskuję pewność, że doświadczam czegoś, czego nie mogę nazwać ostateczną rzeczywistością.

Nigdy wcześniej nie zanurzałem się tak głęboko we własną jaźń. Nie byłem więc zdolny dostrzec prawdy. Teraz jednak zaczynam rozumieć. Powoli, acz nieustępliwie zbliżam się do pełnego odczuwania tego, co gnieździ się w ludzkich duszach.

Obraz wyostrza się. Przestaje załamywać kaskadowo, a kolory stają się bardziej nasycone. Otwieram dawno nieużywane oczy. I teraz – nareszcie – widzę wyraźnie. To lęk mnie zniewala. Spowalnia i umniejsza, powstrzymuje od właściwego działania. Moje kroki są chwiejne, jakbym stąpał po ostrzu rzeźnickiego noża.

Wszystkie istoty żyjące są takie same. Lęk nad nimi panuje. Mnożą się samoistnie i zabijają. Niszczejące powoli komórki ulatują gdzieś w przestrzeń kosmiczną. Tkanki, niczym nowotwór, rozrastają się do niepokojących kształtów. Atakują ducha, zarastając jego świetliste zmysły. Stosują przy tym zadziwiająco skuteczną strategię.

W lęku znajdujemy pocieszenie naszych egoistycznych nadziei. Śnimy o przyszłości piękniejszej niż teraźniejszość. Oddajemy się rozkoszom płynącym ze spacerów po nigdy niezaistniałych liniach historii, prowadzących w całkowicie nieznaną nam wieczność.

Narządy wewnętrzne pękają pod naporem wrażeń. Tak żeśmy wspaniali. Tak żeśmy doskonali.

Po pierwszym słowie nadchodzi drugie, po drugim buty wędrują już same. Słońce nadyma się sobą, końskie fekalia już nie cuchną. W niebieskich spodniach utkanych ze ślepoty wędruje nowe wcielenie śmierci.

Masowe mordy na niczego nieświadomych ofiarach. Bezbarwne ataki niewidzialnego oręża. Miasta pękające w bólu. To zaledwie drobne przykłady, jak nasz świat pięknieje.

Bez opamiętania przekraczamy kolejne granice postępu. Już nie tylko podróżujemy w kosmos. Ujarzmiamy gwiazdy, planety, wszystkie kamienie i krople wody, nawet samych siebie (dygresja: nie należy zapominać, że genetyka i psychologia to przede wszystkim statystyka).

Czy Armagedon już się zbliża?

Nie. Jest już dawno za nami. A ten świat i my wszyscy jesteśmy rezultatem ostatecznego sądu i potępienia. Ukarani za najdrobniejsze postępki, otrzymaliśmy błękit nieba i chłód oceanów.

Nagrodą za wyrwane serca jest urok delfinów szybujących ponad falami. Za sny o potędze dostaliśmy kurz na drogach i cytryny w kolorze żółtym. Za łzy wstydu zapłacono nam monetą najbardziej gorzką ze wszystkich: orgazmami w publicznej toalecie (to nadal zbyt częste doznanie). Za poezję otrzymaliśmy muzykę, za muzykę – naukę zwaną akupunkturą.

Zmysły obdarowały nas ponadto zdolnością odróżniania dobra od zła. Ale to tylko iluzja, o której istnieniu nie mamy pojęcia.

I tak – podsumowując: człowiek ma dwie nogi, dwie ręce, dwadzieścia palców, jeden organ płciowy i jeden odbyt oraz (analogicznie) narząd mowy. Który z nich jest najważniejszy, każdy decyduje we własnym imieniu.


Spodobało się? Podziel się z innymi:



Chcesz być
na bieżąco?

Polub mnie na Facebooku
i otrzymuj informacje o nowościach.