ABAREN SIMARIS


Ostatnia droga samobójcy, cz. 2

Ostatnia droga samobójcy, cz. 2

To jest dalszy ciąg opowiadania. Początek znajdziesz tutaj.

– Wiem – odparł z powagą nieznajomy. – Proszę jednak mi zaufać. Nie chcę pańskiego cierpienia. Problem w tym, że bez mojej pomocy zawsze będzie pan cierpiał męki. To nieuniknione. Proszę pozwolić sobie pomóc.

– Mnie już nie można pomóc – Alistair zwinął się w kłębek. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że znowu może się ruszać.

– Każdemu można pomóc, nawet największym zbrodniarzom. A pan zbrodniarzem nie jest.

– Powiedz to Estelle.

Alistair miał na myśli swoją żonę. Kobietę, którą kochał ponad wszystko i którą skrzywdził tak, że bardziej już nie można.

– Estelle pana kocha – powiedział łagodnie nieznajomy.

Alistair zaczął się stopniowo uspokajać. Smutek i wściekłość nie minęły, ale łzy przestały płynąć. Przewodnik poprowadził Alistair’a w kierunku wielkiego głazu, na którym oboje usiedli. Kamień był ciepły i pulsował życiem.

– Naprawdę? Estelle mnie kocha?

– No cóż – przewodnik zawiesił głos – trzeba przyznać, że jest to miłość zmieszana z nienawiścią.

– Rozumiem.

Alistair rzeczywiście rozumiał żonę. Cierpiała zbyt mocno, żyjąc z nim pod jednym dachem. Nic dziwnego, że miłość przerodziła się w nienawiść.

– Błędnie interpretuje pan moje słowa, panie Payne – powiedział przewodnik.

– Co? – Alistair spojrzał podejrzliwie na rozmówcę. – Pan czyta w moich myślach?

– Obawiam się, że tak. Ale niech pan się tym nie przejmuje. Pan poznał myśli pielęgniarzy sprzątających po panu, prawda? Ja jestem niejako o stopień wyżej od pana w hierarchii bytów. Wkrótce i pan będzie czytał w moim umyśle jak w otwartej księdze. Zanim to jednak nastąpi, musimy jeszcze coś zrobić.

– Co takiego?

– To dotyczy uczuć pańskiej żony.

– W jaki sposób?

– Ona nie przestała pana kochać. Nienawidzi pana, to fakt, ale miłość nadal mieszka w jej sercu.

– Skąd pan to wie?

– Mniejsza o to. Problem polega na tym, że pańskie postępowanie wobec tej kobiety było niewybaczalne.

– Wiem – Alistair opuścił głowę, wbijając wzrok w lśniącą trawę. Życie jest takie piękne, pomyślał, a ja potrafię je tylko niszczyć.

– Proszę mi opowiedzieć o swoim życiu – poprosił przewodnik.

– Czy nie wie pan o mnie wszystkiego? Po co mam opowiadać?

– Miał pan retrospekcję w chwili śmierci? Życie przepłynęło panu przed oczami?

– Coś mi tam mignęło, ale nie zwróciłem uwagi – przyznał Alistair.

– Otóż to. Niech pan potraktuje swoją opowieść jako element psychoterapii i…

– Nie potrzebuję psychoterapii – przerwał Alistair zdecydowanym tonem. Od razu przypomniał sobie sesje z Wazelinowym Ludkiem. Nie lubił ich.

– Streszczenie swojego życia w kilku zdaniach czasem pomaga zrozumieć.

– Co zrozumieć?

– Sam pan zobaczy. Proszę mówić.

Alistair zastanowił się przez chwilę. Miał opowiadać o swoim życiu? Przecież to bez sensu. Dlaczego miałby mówić obcemu człowiekowi o pokręconych relacjach z matką, o siostrze, która prostytuowała się już w wieku jedenastu lat, o ojcu narkomanie. Po co mówić o kolegach z podstawówki i ich erotycznych ekscesach w męskiej toalecie albo o swoim pierwszym stosunku seksualnym z młodziutką Mary Strasenson?

– Wystarczy, jak ograniczy się pan do okresu małżeńskiego – podsunął przewodnik miłym głosem.

No tak, pomyślał Alistair. I on chce, żebym opowiadał.

– Estelle poznałem zaraz po szkole – zaczął Alistair. – Pracowałem w warsztacie samochodowym jako mechanik. Byłem naprawdę dobry w tym fachu. Nie chwaląc się, oczywiście.

Oboje uśmiechnęli się, wymieniając spojrzenia. Jedno wesołe i wszystkowiedzące, drugie zaledwie smutne.

– Ósmego maja 1986 roku, nigdy nie zapomnę tej daty, Mike przyholował do warsztatu nowiutkiego Cadillaca Allanté. Na liczniku nie miał jeszcze nawet tysiąca kilometrów, ale za to skasowany cały przód. Nie muszę dodawać, że z silnika prawie nic nie zostało? Szef kazał rzucić wszystko i zająć się w pierwszej kolejności rozbitym cadillaciem. Sporo czasu zajęło nam doprowadzenie tego błyszczącego nowością wraku do stanu używalności. Później zjawiła się ona. To był samochód Estelle.

– Ja – ciągnął dalej Alistair – nie wiem, jak mam opisać moje pierwsze wrażenie. Olśnienie, oczarowanie, miłość od… nie, nie znam odpowiednich słów, by wyrazić tamte uczucia. Jedno wiedziałem na pewno: ona zostanie moją żoną. Spojrzałem na nią i byłem tego absolutnie pewien. Chciałem paść na kolana i prosić o rękę, nie czekając ani na pierwszą randkę, ani na spotkanie z jej rodzicami czy inne takie pierdoły. Po prostu porwać ją i uciec na koniec świata. Rzecz jasna, nie ukląkłem. Prawdę mówiąc, zatkało mnie całkowicie, dlatego zapytałem o jedyną rzecz, na której się znałem. O samochód.

W tym momencie, jakby na komendę, drogą przejechał samochód. Ktoś mógłby nie uwierzyć, ale był to cadillac. Dyrektor kliniki wracał do domu.

– Estelle opowiedziała o wypadku, a ja chciałem objąć ją ramionami i ochronić przed wszystkimi niebezpiecznymi drzewami na świecie. Faktem jest, że nie była najlepszym kierowcą. Później dowiedziałem się, że jest nie tylko nie najlepszym kierowcą, ale wręcz fatalnym. Każdy ma jakieś wady, prawda? Niemniej jednak zakochałem się w niej bez pamięci i kiedy opisywała swoją przygodę ze starym dębem, zaprosiłem ją na kolację. Przerwałem jej w pół zdania i dlatego zdziwiło mnie, że się zgodziła.

– Może ona również coś w panu dostrzegła.

– Może. Oczywiście, że tak! – krzyknął Alistair, po czym dodał spokojniej: – Spotkaliśmy się tego samego dnia w „Green Garden”, małej restauracyjce w pobliżu centrum handlowego. Lokal wypełniały kwiaty i czuliśmy się jak dzieci zagubione w gąszczu magicznego ogrodu. Kolacja okazała się równie ekscytująca jak otoczenie. Wyszliśmy, trzymając się za ręce. Następne miesiące… spędziliśmy jak we śnie. Wiem, że może się to wydawać historyjką wyjętą wprost z romansideł sprzedawanych w księgarniach, ale tak właśnie było. Nie mogliśmy bez siebie wytrzymać choćby jednego dnia. Przestałem nawet pić – Alistair spojrzał uważnie na swojego rozmówcę. – Wspominałem, że jestem alkoholikiem?

– Nie, nie wspominałeś.

– No cóż, wspominam teraz. Problem z alkoholem miałem już w podstawówce. To przez ojca, on… – Alistair nie chciał mówić o ojcu. Pamięć o tym znienawidzonym człowieku ciążyła niczym kilkutonowy głaz, podobny do tego, na którym właśnie siedział. Narkotyki zmieniły starego Payne’a w potwora znęcającego się nad rodziną, a szczególnie młodszym synem, Alistair’em.

– Nie powinniśmy obwiniać innych za nasze ułomności, panie Payne – stwierdził przewodnik.

– To przez niego, do cholery – odpowiedział bez przekonania. – Zresztą, nieważne. Piłem i… racja, nie ma dla mnie usprawiedliwienia. Jak mówiłem, pierwsze miesiące z Estelle były bajką. Ale każda bajka kiedyś się kończy. Nasza skończyła się również. Pobraliśmy się dwudziestego piątego października, niecałe pół roku po poznaniu. Uznałem, że nie ma nic bardziej romantycznego niż ślub w dniu urodzin panny młodej. Wszak jest to początek nowego życia.

– Bardzo piękne.

– Tak. Tylko że to nie był początek, a koniec. Zacząłem pić. Z tygodnia na tydzień coraz więcej. Początkowo odrobinę, przy różnych okazjach. To urodziny, to podwyżka. To czy tamto. Nie myślałem o tym, gdyż byłem szczęśliwy. Urodziła się Margaret, potem Alex. Posiadanie dzieci utrudniło wiele spraw. Próbowałem ze sobą walczyć. Chodziłem na spotkania Anonimowych Alkoholików, zacząłem pracować jako wolontariusz w naszej parafii, pomagałem przy obchodach wszystkich większych świąt. Wie pan, wtedy jest dużo roboty, byłem więc przydatny. Piłem rzadziej, ale nie potrafiłem uwolnić się całkowicie. Męczyło mnie to i coraz bardziej się bałem. Nie o siebie. O Estelle i dzieciaki. Mój ojciec robił straszne rzeczy, kiedy byłem mały. Co prawda, jego zniszczyły narkotyki, ale uważałem – do dzisiaj uważam – że rodzaj nałogu nie ma większego znaczenia. Narkotyki, alkohol czy cokolwiek innego, tak samo potrafią zatruć ludzką duszę. A najgorsze jest to, że właśnie strach zapędzał mnie z powrotem do butelki. Zamknięty, przeklęty krąg.

Alistair ukrył twarz w dłoniach. Wspomnienia przerażały go równie mocno teraz, jak wtedy gdy owe wydarzenia się toczyły. Nie przerwał jednak opowieści.

– Pierwszy raz uderzyłem Estelle jakiś miesiąc po narodzinach Alexa. Denerwował mnie ciągły płacz małego. I Margaret, która ciągle czegoś chciała. Sam nie mogłem uwierzyć w to, co się stało. Wybiegłem z domu i, nietrudno się domyślić, wylądowałem w knajpie. Tamtej nocy nie wróciłem do domu, straciłem przytomność w bramie jakiejś kamienicy. Zaczęło się. Od tej pory piłem już stale. Nie mogłem przestać. Gdybym wytrzeźwiał, powiesiłbym się na najbliższym drzewie – zastanowił się przez chwilę. – Może powinienem był tak zrobić?

Zapanowało milczenie. Alistair nie potrafił wykrztusić słowa, natomiast słuchający go mężczyzna… cóż, słuchał dalej.

– Pewnego wieczoru – szepnął nagle Alistair – wypiłem więcej niż zwykle. Byłem też bardziej wściekły, sam nie wiem na co. Pobiłem Estelle do nieprzytomności. Dzieciom też się oberwało. Obudziłem się w areszcie. Któryś z sąsiadów musiał wezwać policję, za co w duchu mu dziękowałem. Musi pan wiedzieć, że cały czas doskonale zdawałem sobie sprawę ze swoich poczynań. Modliłem się każdego ranka do Boga o pomoc dla mojej rodziny. Kiedy uświadomiłem sobie, gdzie jestem, poczułem ulgę. Teraz Estelle i dzieci będą bezpieczne, przyznam się do wszystkiego w sądzie i nie będę nawet zasłaniał się adwokatem. Życie jednak nigdy nie jest takie proste, jak nam się marzy. Podczas przesłuchania dowiedziałem się, że Estelle ledwo przeżyła. Poza tym była w drugim miesiącu ciąży. Dziecko zmarło. To – płakał Alistair – to było ponad moje siły. W mojej głowie jakby coś eksplodowało. Przestałem logicznie myśleć… choć może nie potrafiłem tego już od dawna. Nie wiem, co się wtedy stało.

– Oszalał pan.

– Chyba tak.

– Czasem ludziom się to przytrafia. To reakcja obronna organizmu na szok, zbyt wielki do udźwignięcia dla psychiki. Potem przewieźli pana do kliniki „Nad ciepłym jeziorem”, tak się ona nazywa?

– Tak.

– Co pan teraz zamierza?

– Nie rozumiem.

– Nie da się ukryć: popełnił pan samobójstwo. Musiał być w tym jakiś cel.

– Sam już nie wiem. Chyba chciałem zapomnieć albo… nie wiem, nie myślałem wtedy jasno.

Dopiero w tym momencie Alistair uświadomił to sobie.

– Ale teraz myślę normalnie. Dlaczego?


Spodobało się? Podziel się z innymi:



Chcesz być
na bieżąco?

Polub mnie na Facebooku
i otrzymuj informacje o nowościach.