ABAREN SIMARIS


Trzy fazy stworzenia

Trzy fazy stworzenia

Cały projekt wyłonił się z westchnienia.
Na chwilę (jeszcze nie skonstruowaną) przed początkiem
dotkniętą moim nieistniejącym palcem
wyrzuciłem z siebie pierwszą myśl.

Pierwsza faza była jak fala entropii
zaprzęgnięta do pracy najcięższej ze wszystkich.
Poczułem mdłości,
choć nie miałem jeszcze nawet szczątkowego układu pokarmowego.

Skurcze były tak silne, że nastąpił koniec chaosu.
Ziemia skropliła się i utrwaliła w geometrycznej formie,
a niebo zgubiło swe granice
ukształtowane w całkowite przeciwieństwo ziemi.

Ten gwałtowny podział stał się źródłem,
pierwszym ogniwem łańcucha zdarzeń,
nad którymi straciłem kontrolę.
Bo jak można kontrolować nieskończoność

zorganizowaną z matematyczną dokładnością
do setnego miejsca po przecinku?
Tego nie potrafię nawet ja.
Druga faza błysnęła w mgnieniu oka.

Światło wydaliło z siebie mrok.
Wyłonił się nowy porządek,
który w przyszłości tak wiele miał wywołać nieporozumień.
Wszechobecne jin-jang.

Dodam na marginesie, iż nie miałem takich planów.
Nie mogę do dziś pojąć istoty dualizmu,
który nie miał prawa zaistnieć.
Jak jednak często się zdarza,

świat zadziwia torem swojego rozwoju.
Zawsze wybiera drogę najmniej spodziewaną,
tak przedziwną i nieopisaną,
niemożliwą do ogarnięcia,

że tylko patrzeć, jak rozstąpi się
i spocznie w grobowcu
wśród płaczu i żałobnych kolorów.
Trzecia faza... to już tajemnica

największa ze wszystkich,
choć znana każdemu,
kto raz przynajmniej ssał sutki kochanki
podczas trzęsienia ziemi lub wielkiej powodzi.


Spodobało się? Podziel się z innymi:



Chcesz być
na bieżąco?

Polub mnie na Facebooku
i otrzymuj informacje o nowościach.