To nie jest bajka o mrozie

Cała scena wyglądała jakoś nierealnie. Daleko mniej realnie niż potężne, skomplikowane i prawie bezszelestne oddechy dwojga milczących ludzi stojących naprzeciw siebie i patrzących sobie w oczy.

Oddechy mieszały się w powolnym tańcu, a mróz trzaskał dokoła swoim lodowym głosem. Chwytał każdą kroplę wody i wyciskał z niej życie, zamieniając w zimnego kryształowego trupa.

Jezioro, na brzegu którego stali ludzie, było martwe w swym mroźnym bezruchu. Ten fakt nikogo jednak nie wzruszał. Nawet wiatr – bezduszny sprzymierzeniec mrozu – nie był w stanie przyciągnąć uwagi dwunożnych istot, tak mocno w siebie wpatrzonych.

Kobieta oddychała powoli. Mężczyzna zdawał się zachłannie łykać powietrze, jakby jego płuca miały za zadanie utwierdzić go w przekonaniu o własnym istnieniu.

Scena mogła sprawiać wrażenie całkowicie normalnej, ale tylko dla postronnego widza. Kobieta i mężczyzna czuli się, jakby ktoś zanurzył ich w białym śnie. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że cała rzeczywistość jakby usunęła się gdzieś na bok.

Spojrzenie zmieniło się w dotyk, gdy kobieta położyła czubki swych szczupłych palców na policzku mężczyzny. Skóra była zimna, lecz oboje czuli żar rozchodzący się z głębi. Gdzieś we wnętrzu ich dusz dokonała się ognista przemiana.

Mróz nie był w stanie dosięgnąć serc nieznanych mu istot, które na chwilę zapomniały o całym świecie. Istot, które pogrzebały w milczeniu wszystkie swoje marzenia, jakby te były jedynie głupawymi i pustymi iluzjami, zniewalającymi umysły. Po prostu musiały stopnieć pomimo wciąż panującego zimna.

Nie było innej drogi, jak tylko pozwolić ustom odnaleźć się i na krótką chwilę połączyć w pocałunku. A był to najbardziej lodowaty pocałunek w historii świata; suchy i drętwy jak sen zimy.

W tym właśnie mikroskopijnym skrawku wieczności, w ułamku ułamka sekundy dwie ludzkie dusze zlały się w jedność. Choć nadal istniały dwa ograniczone zmysłami ciała, powstała nowa istota – jedna i niepodzielna na wieki.

Wszystkie myśli i wspomnienia, każdy ruch i pragnienie wykroczyły poza cielesność, poza zmysłowość i zrozumienie.

Tymczasem mróz – despota szalejący dookoła – próbował położyć swą żelazno-lodową rękę na ludzkich istotach. Chciał je zniewolić, zgasić żar wylewający się z ich wnętrza.

Choć mróz ciskał lodem i śniegiem w furii zimowej burzy, szarpał wiatrem włosy i ubrania, nie został nawet dostrzeżony przez kobietę i mężczyznę. Ci trzymali się za ręce, nie dając się pokonać.

Dwie niewyraźne sylwetki, jedna potężna dusza. Ta dziwna istota (istoty) szła do domu znajdującego się daleko poza lodowym światem.

To nie jest bajka o mrozie

Dodatkowe informacje

Seria: Bajki i inne koszmary

Gatunek: poemat prozą

Spodobało się? Będę szczęśliwy, jeśli podzielisz się w mediach:

Poznaj szczegóły Psychoeksperymentu.