Serenada modliszki

Zaspokajając wewnętrzną potrzebę nieustannej kreacji, sięgam po krew, by zapisać chudy tryptyk miłosny. Kościsty i kanciasty, pozbawiony piersi, wiecznie śliniący się, a czasem ropiejący w najbardziej nieoczekiwanych miejscach.

Część pierwsza – ujawnienie

Przewracam się w łóżku z boku na bok. Nie mogę znaleźć wygodnej pozycji pomiędzy dwiema kwaśnymi prostytutkami, których ciała wykupiłem na tę noc.

Ruda cuchnie wódką. Ta Druga nosi brzemię gigantycznych piersi, których napięta skóra jęczy i skrzypi przy każdym oddechu.

W wilgotnych czeluściach tych demonicznych kochanek dochodzi do genialnie zaprojektowanych (przez Boga – a jakże) reakcji chemicznych. Wszystko, czego nauczyłem się na lekcjach chemii w szkole, traci sens.

Mogę jedynie rzec, iż substancje eteryczne docierające do mojego mózgu w postaci elektrycznych impulsów, działają jak narkotyk. Nie uzależniają, ale wysysają duszę z wszelkiej sprężystości i świetlistości.

Ruda płonie sennością, lecz nie wypuszcza z ręki najdelikatniejszej części mojego ciała. Ta Druga wzdycha, walcząc nieświadomie z silikonowymi pasożytami pożerającymi jej inteligencję.

I pomyśleć, że kobieta, którą kocham, śpi teraz sama, obejmując zimną poduszkę. Ja tymczasem ślizgam się pomiędzy śpiącymi ciałami, wciąż mokrymi od potu i zwyrodnienia.

Część druga – wyznanie

Kobieta Mego Serca to pozbawiona skrupułów, bezwzględna wojowniczka, trenująca swoje ciało w sztukach walki powonieniem. Jednym ruchem powoduje skok adrenaliny, wraz z którą sączy się jad uwielbienia.

Kobieta Mego Serca nie uraczy mnie nigdy krągłymi kształtami. Krzywizny jej milczącej obecności zawzięcie atakują atmosferę i każdego głupca, który zanadto się zbliży. Mnie zraniły już wielokrotnie, lecz obawiam się, że uzależniłem się od bólu naszych głębokich zbliżeń.

Nawet kupując noc u Rudej i Tej Drugiej, myślę o ostrzu rzeźnickiego noża, przypominającym tak bardzo ukochaną. Zaciskając palce na gigantycznym biuście i jego wiśniowych sutkach, wyczuwam muśnięcie geometrycznych uczuć Kobiety Mego Serca wycelowanych prosto we mnie.

Gdzieś tam w towarzystwie zimnej poduszki.

Część trzecia – olśnienie

Wierzę w głód trawiący trzewia, kąsający z zawziętością piranii. Wierzę w świat pozbawiony odwagi, gdzie nie można porzucić swego brzemienia. Wierzę także w istnienie ukojenia i szukam go na różne sposoby.

Ruda z ochotą dostarcza mi ognia i wody, połączonych w jeden głuchy jęk marnotrawionej energii życia. Ta Druga jest niczym przewodniczka po górach i dolinach niezmierzonego świata. Obie dają mi chwilę wytchnienia od prawdziwej miłości.

Kobieta Mego Serca nie daje niczego. Bierze tylko i zdaje się być nienasycona. A że w mojej świadomości jest powielona do nieskończoności, wpadam w nią jak światło w czarną dziurę. Ginę i przepadam, zmiażdżony batalionem atawistycznych cnót.

Oderwany od ludzkości, zamieniam się w podnóżek z przystawką do automatycznego masażu.

Serenada modliszki

Dodatkowe informacje

Seria: Epidemia nielegalnych myśli

Gatunek: poemat prozą

Spodobało się? Będę szczęśliwy, jeśli podzielisz się w mediach:

Poznaj szczegóły Psychoeksperymentu.